| Narrator - 2013-05-03 14:41:45 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
Theme

Wracał razem z resztą klanu z wyprawy łupieżczej. Wielokrotnie Spaleni atakowali karawany i podróżników w Vale, ale ta karawana którą ograbili była ze świecidełkami. Tym razem Bloodwynowi się poszczęściło, udało mu się zabrać jak najwięcej kosztowności. Nie był bardzo ważną osobą w klanie, ale przez swój wyczyn przypalenia zyskał powszechny szacunek ale i pewien niepokój odczuwany w swoją stronę.
W końcu dotarli do osady, ruszył do swojej chaty którą odziedziczył po rodzicach. Otworzył kufer kopnięciem i wrzucił naszyjniki, bransolety, pierścienie. Usiadł na słomiance na której spał i zaczął czyścić miecz z poski swoich wrogów. Nie był on zardzewiały lub wyszczerbiony jak większości pobratymców. Był świetnie wykonany, nowy, Bloodwyn zdobył go przed siedmioma dniami przy ataku na handlarzy. Skończył czyścić i schował go do pochwy, odłożył go na bok. Postanowił przespać się trochę czasu by zregenerować siły.
|
| Blackvampire - 2013-05-03 16:13:51 |
Szczęk oręża i krzyki walczących o życie ludzi rozbrzmiały echem w małym skalistym wąwozie jakich wiele zrodziła ta kraina. Tym razem ofiarom górskiego klanu Spalonych padli bogaci kupcy z dalekiego południa, których pochodzenie jasno zdradzała opalona skóra i trudność z jaką wytrzymywali tutejszy chłodny klimat. A skoro tutaj było im zimno, to co powiedzieliby na tereny dalej na północ? Byli słabi i nieprzystosowani, a tacy giną szybko w tych okolicach. Z początku chcieli zaatakować o zmroku, ale postanowili dać słabeuszom szansę na równą i honorową walkę o własny żywot. W dodatku szybciej będa mogli powrócić do swojej wioski aby zaplanować kolejne łupieżcze wypady, zachlać się i przerżnąć parę chętnych klanowych młódek. Żyć nie umierać.
Stoczyli się niczym lawina na zaskoczonych Południowców w akompaniamencie krwiożerczego ryku szału i żądzy mordu. Bloodwyn jak zwykle szarżował w pierwszej linii ze swoim świezo zdobytym mieczem, który jasno lsnił w promieniach wzniesionego na nieboskłonie Słońca. Oręż ten wyszarpał z rąk jednego z ochroniarzy innej karawany, którą złupili zaledwie 7 dni temu. Teraz należał do niego i zakosztuje kolejnej porcji krwi wroga. Mężczyzna wbiegł na jeden z licznych głazów i za jego pomocą wyskoczył wyżej w powietrze prosto na najemników chroniących dobytku swoich pracodawców. Potężny cios wspierany impetem spadającej masy żelastwa i mięśni uderzył w uniesioną ku górze drewnianą tarczę najemnika, lecz na nic zdał się ten instynktowny manewr, gdyż czysta brutalna siła rozbiła ją w drzazgi, a kiedy ostrze poszło dalej napotkało już tylko opór prostej zbroi i ludzkiego ciała. Krew trysnęła chlapiąc twarz Bloodwyna kiedy napastnik stracił dłoń a miecz zagłębił się w barku łamiąc kości i pozbawiając człowieka tchu. Ta rana była smiertelna, najemnik umrze za pare chwil nie wiedząc do końca co się nawet stało.
Z pomoca solidnego kopniaka wyzwolił swoją broń i posłał ciało nieszczesnika na jednego z jego kompanów. Szok zaskoczenia szybko, jednak minął i rozpoczeła się prawdziwa walka. Kiedy jeden z nich starał się wygramolić z pod truchła towarzysza, drugi nie czekając zaatakował "Rzeźnika". Widział wielkość ostrza jakim dysponuje napastnik, nie spodziewał się więc, że będzie nim w stanie władac jedną tylko ręką, co też Bloodwyn uczynił machnąwszy na odlew bardziej by zmusić go do cofnięcia się niż zranić. Lecz mimo to miecz ranił mężczyznę przecinając mu udo, rana nie było dotkliwa lecz niewątpliwie utrudni poruszanie. To dało szanse barbarzyńcy na wyprowadzenie kolejnego ataku. I tak rozpętało się piekło.
Zbudził się przeciągając na słomianym posłaniu, obok niego leżała jakaś młódka, nie była ona najprzedniejszej urody, ale jak to mawiali tutejsi "kto wybrzydza ten nie rucha". Odgarnął spory kawał skóry, którym był przykryty i zaczał przeliczać zdobyte łupy. Jesli wszystko się zgadzało zwilżył gardło dzbanem piwska i zagryzł czerstwym, lecz ciągle zjadliwym chlebem oraz kawałem mięcha ze wczorajszej kolacji. Po tym wspaniałym posiłku dał żołądkowi odpocząć jakąś mniej więcej godzinę po czym przystąpił do ćwiczeń. Codzienna rutyna można by rzec, ale tylko dzięki nieustannym treningom był w stanie nie raz powalić swych wrogów. Nie były to ćwiczenia wysublimowanych technik szermierki jakimi chwalil isię czestokroć ludzie z Południa. Nie, było to rowijanie czystej, brutalnej siły i instynku, który decydował w walce jakie następne kroki podejmie wojownik. Południowcy mogli mieć swoje finty, zmyłki i uniki, na nic im się to zdawało kiedy rozpędzona potęgą mięśni surowa stal łamała ich obronę i odbierała życie. Po ćwiczeniach nadszedł czas na zaplanowanie kolejnego dnia. Udanie się do ich obecnego wodza i zapytanie co ma w planach wydawało się więc dobrym pomysłem.
|
| Narrator - 2013-05-03 19:04:56 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
Zaspokoił swoje potrzeby mężczyzny i skończył ćwiczenia. Chata wodza znajdowała się po drugiej stronie wioski Spalonych. Po dłuższej chwili dotarł w końcu do jego domu. Poniósł zasłonę i ot tak wszedł, okazało się że wódz nie był sam, był z kimś zamaskowanym tak że nie sposób było dojrzeć go twarz. Usłyszał jedynie urywek ich rozmowy -… zatem dasz mi jednego. Oboje spojrzeli na niego a wódz Shagen rozłożył ręce i zwrócił się Bloodwyna - Właźże a nie stoisz jak jakaś pizda co jej brakło jęzora. Miałem wysłać kogoś by cie tu zaciągnął bo mom robotę dla ciebie. Widzisz tego w czarnym? Idzisz z nim do jakieś King’s Landing. Pytaj że go teraz i nie próbuj wykręcać mordy od tego bo ci ją przebije. Wódz usiadł na swoim "tronie" i zaczął pić piwsko nie zwracając uwagi na Bloodwyna i człowieka w czerni.
Nieznajomy

- Ty jesteś tym Rzeźnikiem o którym wódz mi mówił, zabierz swoje rzeczy wyruszymy jak najszybciej się da bo droga czeka nas długa. Chcesz coś wiedzieć? Mego miana nie zdradzę więc nawet o nie nie pytaj
|
| Blackvampire - 2013-05-03 21:21:39 |
-Musiałbyś pierw nauczyć się machać żelastwem, ale to wymagałoby przestania moczenia mordy w piwie. Prędzej byś mnie tym brzuszyskiem zabił!- zarchotał głośno szczerząc się podle zarówno do wodza jak i nieznajomego. Tak to już między nimi było. Jeśli przy spotkaniu choć raz jeden drugiego nie zwyzywał to psy zaczęłyby szczekać dupami a kozy dawać zsiadłe mleko czy coś w tym guście poronionych przepowiedni. Jednakże tylko najlepsi wojownicy klanu mogli sobie pozwolić na takie odzywki do wodza, a to i tak nie wszyscy. Czerwoną Dłoń z Bloodwynem łączyła długa braterska przyjaźń jaka tylko związać mogła wojów walczący ramię w ramię babrząc się po kolana w gównie i flakach. Po kilku innych wyzwiskach, przy których wódz oczywiście nie pozostał mu dłużny "Rzeźnik" w końcu zwrócił swoją uwagę na nieznajomego.
Podszedł do niego zatrzymując się na wyciągnięcie ręki mrużąc oczy podejrzliwie, wwiercajac spojrzenie w czerń przysłaniającą twarz. -Sram na to jak cie zwą, cuchniesz Południem na mile, ale jeśli sypniesz złotem, to mogę udać się do twych skutasiałych ziomków. Zawsze chciałem zerżnąć wyperfumowane dupeczki możnych damulek.- chrząknął, pociągnął nosem i smarknał do ogniska zielonym glutem. -Z drugiej strony dziwi mnie, że nie zatrudniasz najemników z pobliskich warowni, zazwyczaj zbyt trzęsiecie się ze strachu by choć skrzyżować spojrzenia z ludźmi klanów, a co dopiero wchodzić do naszych wiosek.- tutaj zwrócił się do swojego wodza -Co ci stary ramolu obiecał ten wychudzony cudak? Złoto, klejnoty? Czy może wyślimtał ci twoje berełko?- ryknął znowu smiechem oczekując odpowiedzi obu mężczyzn.
|
| Narrator - 2013-05-03 23:27:35 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
Nieznajomy nie zwrócił zbytniej uwagi na wykrzykiwane obelgi i odezwał się dopiero wtedy gdy Bloodwyn zwrócił się do niego. - Zatem świetnie, zostaniesz wynagrodzony za to co zrobisz, o ile zdołasz. Spojrzał na wodza po okrzyku Bloodwyna. - Zaraz ja ci toporem wymykam berełko, jebańcu bez twarzy. Beknął głośno i znów się napił. Złoto i klejnoty sukinsynu to oboje dostaniemy więc zawrzyj mordę. Nieznajomy znów wtrącił. - Dokładnie tak jak wódz powiedział, to właśnie otrzymacie. A teraz chodźmy. Bloodwyn wyszedł razem z nim spluwając w bok odwracając się do człowieka w czerni. -Weź to czego potrzebujesz, będę czekał na ciebie przy wyjściu z wioski z dwoma końmi. Umiesz jeździć konno, prawda? Nie poczekał na odpowiedź i ruszył w swoją stronę. Bloodwyn skierował się do chaty, dziewka dalej spała, rozważał zerżnięcie jej jeszcze raz ale zrezygnował skoro tak wódz go ponaglał a i wizja złota nęciła bardziej. Wziął swój miecz, ubrania, nie wiedział co ze złotem zrobić. Postanowił wziąć i szybko zakopać w ziemi gdzieś w lesie. Skarbiec kurwa – pomyślał i udał się do nieznajomego na końcu wioski wciąż nie wiedząc jak ma jechać konno.
|
| Blackvampire - 2013-05-04 00:31:52 |
Złoto ukrył dobrze, w sobie znanym tylko miejscu, które pamiętał jeszcze z dzieciństwa. Była to wąska wnęka skalna nieopodal wioski, do której kiedyś wpadł i przesiedział w niej cztery dni zmuszony w końcu pożywić się gnieżdżącymi w glebie larwami żuków. Od zawsze był hardym dzieckiem potrafiącym przełknąć nawet zepsute jedzenie i nie mieć po tym nawet paskudnych wiatrów. Tak więc parę robaków bogatych w białko na pewno nie mogło mu zaszkodzić. Siedział tam tak długo ponieważ przez pierwsze dwa dni pomyślano, że po prostu gdzieś się zaszył jak to niesforny dzieciak. Dopiero trzeciego dnia zaczeto go szukać, a wtedy nikomu już nie przyszło na myśl szukać zaraz przy osadzie. W końcu, jednak ktoś usłyszał jego stłumione nawoływanie, zebrał wtedy nie lada baty od swych rodzicieli, ale wyszło mu to na dobre. Teraz zaś miejsce przygody, z której nie raz śmiano się przy wieczornym piciu posłużyło mu za dobrą kryjówkę dla jego skarbów. Skarb podzielił na dwie części, jedną w skrzyni zakopał na dnie szczeliny, a drugą umieścił w pęknięciu skały po przeciwnym końcu. Tak zabezpieczony mógł ruszyć z nieznajomym na podbój Południa.
Kiedy zbliżył się do koni z mieczem przerzuconym przez ramię nie wiedział dokładnie jak się do tego zabrać. Potrafił opiekować się wierzchowcami, owszem, ale klany miały ich stosunkowo mało. Z resztą miał nieprzyjemne wspomnienia z próbami jazdy konno i od tamtej pory wolał działać na piechotę. Pewny własnych sił i nieuzależniony od kaprysów zwierzęcia. Poklepał zwierze po karku uspokajając i dając dłoń by obwąchało nowego przybysza. Podstawy, które znał każdy dorastający w klanach. Spojrzał krzywiąc się na zakapturzonego -Odpowiadając, na twoje wcześniejsze krakanie, nie, nie jestem jeźdźcem. Gdybym był, miałbym własnego zwierza. Nie spodziewaj się, że będę tańczył na siodle.- postanowił wdrapać się na siodło, widział to parę razy, nie powinno być trudno, prawda?
|
| Narrator - 2013-05-04 15:34:12 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
Nieznajomy nic nie powiedział a jedynie przyglądał się jak Bloodwyn wgramolił się na konia. Usadowił się siodle i w tym samym czasie jego towarzysz wsiadł na swojego kasztana. Machnął lejcami, wydarł się – Ruszaj!, a koń nic jak stał tak stoi. Machnął znowu, dalej nic. - Włóż stopy w strzemiona, to co zwisa po bokach. No dalej, a potem uderz piętami. Po dłuższych zmaganiach ze strzemionami i koniem w końcu udało im się ruszyć stępa. Bloodwyn nie miał w ogóle pojęcia jak kierować więc kiedy znajdowali się na zakrętach zajmował się tym nieznajomy. Podróżowali doliną która prowadziła na trakt z gór. Dziwiło go że południak znał ją. Nie odzywali się do siebie, mało go ciekawiło co on ma do powiedzenia. Czas mijał, dotarli do końca doliny. - Niedługo się ściemni, rozbijemy tutaj obóz. Jeśli mógłbyś nazbieraj drwa na ognisko a ja przygotuje nam jedzenie.
|
| Blackvampire - 2013-05-04 16:09:48 |
Jazda na tym przeklętym zwierzu była gorsza niż z początku mógł się spodziewać. Był niemal pewien, że po tej całej podróży będzie go bolało dupsko i nogi. Na wszystkich starych bogów, wolałby już truchtem przebyć całą tą odległość niż męczyć się z wierzchowcem. Kiedy dotarli do pierwszego postoju Bloodwyn wypuścił powietrze z ulgą zsiadając z grzywiastej bestii. Mógł w końcu rozruszać nieco nogi i stanąć w końcu na pewnym gruncie. Na słowa nieznajomego burknął tylko coś pod nosem i ruszył w poszukiwaniu czegoć co nada się na opał. Przez cały czas pozostawał czujny, był to już nawyk nabyty po wielu latach walk i zasadzek.
|
| Narrator - 2013-05-04 16:33:25 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
Nieznajomy rozpalił ognisko i zrobił prowizoryczny rożen na którym opiekał kawałki mięsa. Nawet teraz nie zdjął kaptura, widocznie miał swoje powody. Dziki z gór i człowiek z południa wspaniali towarzysze. Po posiłku położyli się spać.
Oboje wstali o brzasku, zjedli trochę chleba i popili piwem. Nie było to takie piwo jakie znał Bloodwyn, smakowało zupełnie inaczej. Znów musiał wejść na konia, przeklinał ale w końcu wsiadł. Jechali dalej, opuścili już dolinę. Nieznajomy powiedział że niedługo będą na trakcie, więc niech spróbuje powstrzymać się od ataków na innych podróżnych. Powiedział że podroż do King's Landing zajmie trochę czasu ponieważ najpierw muszą udać się do Harrenhal. Bloodwyn już utrzymywał się w siodle, tyłek i nogi już mniej bolały. Wjechali na trakt, cóż teraz pewnością kogoś prędzej czy później spotkają. Czy Rzeźnik przełamie się i nawiąże rozmowę ze swoim kompanem?
|
| Blackvampire - 2013-05-04 17:35:18 |
Bloodwyn spał z jednym okiem otwartym, nadal znajdowali się w niebezpiecznych okolicach. A większość klanów robiąc zasadzki zazwyczaj pierw uderzało, a później pytało zaś on wolał zbudzić się żywy. Na całe szczęście noc minęła im wyjątkowo spokojnie i rano po posiłku mogli ruszyć w dalszą podróż. Umysł "rzeźnika" zaprzątało inne w smaku piwo, zastanawiał się skąd pochodzi i czy w tym całym King's Landing będzie więcej podobnych trunków. Jego rozmyślania przerwał nieznajomy, który upomniał "rzeźnika" aby ten stronił od atakowania podróżnych. W odpowiedzi usłyszał pogardliwe parsknięcie klanowego wojownika. -Jak nie będą szukać zaczepki, to im włos z łba nie spadnie. Ale jak zaczną szczekać to za siebie nie odpowiadam.- rzekł szczerze. -Swoją drogą, co to było za piwo, któreśmy pili rankiem? Macie tego więcej w tym całym King's cośtam?- zapytał.
|
| Narrator - 2013-05-04 18:51:46 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
Nieznajomy podrapał się po ramieniu i przekręcił głowę w kierunku Bloodwyna. - To? To było prawdziwe piwo, z odpowiedniego zboża i chmielu. Tak, mamy tego dużo w King's Landing nawet w Harrenhal w którym coś zrobimy jest go dużo. Oprócz piwa mamy jeszcze wiele innych trunków, na przykład: wina ale zgaduje że to nie dla ciebie, rumy, gorzała. Będziesz mógł wybierać, o zapłatę się nie martw, załatwię to. A teraz ja mam pytanie, wiem że każdy ze Spalonych ma przypalić sobie jakąś część ciała. Czy ta część ma jakieś znaczenie czy obojętnie co wybierzecie?
|
| Blackvampire - 2013-05-04 19:20:17 |
Podrapał się po szerokej szczęce zadowolony z rysujących się na horyzoncie profitów. Nie dość, że zwiedzi kawałek świata to jeszcze zakosztuje luksusowych dóbr. Bogowie najwyraźniej postanowili się do niego uśmiechnąć, a jak jeszcze w trakcie dadzą mu parę łbów do ścięcia, to nawet może zacznie się regularnie modlić? Zapytany o tradycje swego klanu spojrzał na zakapturzonego i odpowiedział prosto -Im ważniejsza część ciała, tym większy szacunek zdobywa wojownik. Zazwyczaj młokosy przypalają sobie sutka albo któryś z palców, rzadziej większe partie. Jaj i kutasa jeszcze nikt sobie nie przypalił, ale to by był raczej powód do śmiechu niż szacunku i pewnikiem zdechnąłby podczas rytuału.- podrapał się po zabliźnionej stronie twarzy i kontynuował dalej mimo, że nieznajomy nawet nie zdążył niczego dodać -Moją inicjację widać od razu, ale nie żałuje ja niczego. Zrobiłbym to samo nawet gdybym mógł cofnąć się do tamtych lat. Dało mi to szacunek wśród ludzi, ale przede wszystkim wzbudza strach w sercach wrogów.- wyszczerzył się paskudnie, a w jego zielonych oczach widać było znowu dziwny błysk.
|
| Narrator - 2013-05-05 00:04:06 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
- Mhm, widzisz na Południu, ogólnie poza twoim klanem jest tak że musisz okazywać szacunek ludziom szlachetnie urodzonym. Czyli tłumacząc to na przykładzie twojego klanu, wasz wódz to szlachetnie urodzony człowiek i jego dzieci też przez co winien jesteś szacunek. Zapamiętaj, nawet udawaj szacunek ale to pozwoli Ci przeżyć. Masz jakieś pytania? Podczas rozmowy czas szybciej mija, niedługo słońce osiągnie zenit.
|
| Blackvampire - 2013-05-05 02:18:08 |
-Szacunek z tego powodu, że urodził się w opływającej dostatkiem rodzinie? Słyszałem o tych waszych zwyczajach. Tacy właśnie najbardziej błagają o swoje nędzne żywota. U nas dziecko wodza i tak musi sobie zasłużyć na szacunek, przywództwo nad klanem zdobywa się siłą, nie urodzeniem. Jak już mówiłem wcześniej...dopóki szczekać nie będa, dopóty pięknych główek nie stracą.- poprawił się w siodle co zapewne wyglądało bardzo niezdarnie w jego wykonaniu -Ale jeśli tak się boisz to postaram się trzymać nerwy na wodzy, ale pamiętaj...moja cierpliwość szybko się wypala.- dodał podnosząc jeszze bardziej uszkodzoną wargę w upiornym półuśmiechu.
|
| Narrator - 2013-05-05 21:18:03 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
The Mountains of the Moon
- Każdemu kiedyś się wypali cierpliwość. Dalej już podróżowali w milczeniu. Czas mijał, w końcu znów powtórzyli rytuał rozpalania ogniska i jedzenia. - Jutro jedziemy już traktem, będzie znacznie szybciej. Rzucił nieznajomy zanim zasnęli. Następnego dnia wcześnie wstali by jak najwięcej przebyć, wskoczyli na konie i ruszyli. - Widzisz jesteśmy już na trakcie, ruszymy teraz do wioski Crossroads In a potem zatrzymamy się w zamku Darry. W zamku staraj się za dużo nie rozmawiać, głownie mówienie zostaw mnie.
|
| Blackvampire - 2013-05-06 13:19:15 |
-Taj taj.....- powiedział bagatelizując słowa nieznajomego ruchem dłoni. -I tak dyplomata ze mnie żaden....byleby problemów przy wpuszczaniu ni robili. Pewnikiem klanowych się boją, z resztą słusznie, i poskąpić jadła i trunku chcieć będą.- zastanawiał się na głos Bloodwyn rozglądając dookoła. Liczył, że napadną ich jacyś bandyci skuszeni łatwym łupem, ale jak na razie nic na to nie wskazywało, szkoda.
|
| Narrator - 2013-05-06 23:17:34 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Kingsroad
- Problemów nie będzie, a reszta świata nawet nie ma pojęcia o waszych klanach. Wezmą cie za najemnika któremu przypalono pół twarzy. Co do jedzenia, złoto rozwiązuje wszystko na południu. Hm, sądzę że jutro jeśli uda ci się jechać szybciej dotrzemy do Crossroads Inn. Spróbujemy przyśpieszyć?
|
| Blackvampire - 2013-05-06 23:44:10 |
-Tsk...- pokręcił głową. No tak, całe swoje dotychczasowe zycie spędził w obrębie gór i dolin Vale. Nie dziwne więc, że nikt poza tamtejszymi władykami nie słyszał o jego klanie. Trzeba będzie to zmienić w najbliższej przyszłości. Teraz, jednak skupić się trza mu było na podróży. -Można spróbowac, raz się żyje.- stwierdził krótko. Mimo, że już nauczył się ignorować bycie niesionym na grzbiecie konia, to jednak daleko mu jeszcze było do przyzwyczajenia się.
|
| Narrator - 2013-05-07 21:48:21 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Kingsroad, Crossroads Inn
Uderzył piętami w boki konia zmuszając go do cwału, Nieznajomy pokiwał głową z uznaniem i sam popędził konia. Bloodwyn na początku chwiał się w siodle ale udało mu się w nim utrzymać. Podróżowali do zmroku. Zakapturzony wskazał mu światła i dym w oddali. - To Crossroads Inn, jeślibyśmy dalej jechali, w środku nocy bylibyśmy tam ale nie wpuszczono by nas. Poza tym, konie muszą odpocząć. Kupimy tam jedzenie i przenocujemy. Później czeka nas zamek Darry, mają tam gospodę. Niestety w niej nie da się kupić nić do jedzenia i ruszamy do Harrenhal tam czeka nas zadanie a później King's Landing, cel i stolica kraju. A teraz idź, nazbieraj drewna, dzisiaj wieczerza będzie skąpa. Tak jak mówił, dwa kawałki mięsa i trochę czerstwego chleba popite resztką piwa. Widać Nieznajomy idealnie zaplanował rację. Przepali się i znów wskoczyli na konie.
Miasto rosło w oczach, Bloodwyn widział palisadę ogradzającą miasto. Dym nad miastem i gwar dochodzący z miasta. Podjechali do bramy, strażnicy przepuścili ich przyglądając się. Udało się dotarli do Crossroads Inn
|
| Blackvampire - 2013-05-07 22:27:11 |
Zbierając drewno zastanawiał się co ich czeka w osadzie, a także u celu podróży - King's Landing. Musiał przyznać sam przed sobą, że czuł dreszczyk podekscytowania. Nigdy nie zapuścił się tak daleko od rodzinnej wioski, wiedział, że prędzej czy później wyruszy, ale taka okazja trafiała się raz na milion. Wizja chwały i krwawych walk wywoływała nieco szaleńczy uśmiech na jego surowej twarzy. Kolacja choć skąpa wystarczyła Bloodwynowi, potrafił przetrwać na o wiele skąpszych zapasach jadła.
Następnego dnia jechał spodziewając się jatki, ale nic takiego nie nastąpiło. Strażnicy przepuścili ich nie zadając żadnych pytań, a jedynie spoglądając ciekawsko na zakapturzonego oraz jego ochroniarza. Zdcydowanie lepszym kamuflażem dla jego towarzysza byłoby przebranie zwykłego podróżnika niźli szata zasłaniająca praktycznie całe ciało. Ale barbarzyńca nie miał zamiaru mu tego wypominać, liczył wręcz na to, że ktoś ich zaczepi i będzie mógł ściąć parę łbów.
|
| Narrator - 2013-05-08 13:47:03 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Crossroads Inn, Karczma "Czarny Kamień"
Zewsząd otaczał go gwar. Widział ludzi z mułami, kurami i innymi zwierzętami. Zatrzymali się przy przy gospodzie "Czarny Kamień". Oddali konie do stajni obok niej i Nieznajomy wcisnął mu do ręki sakiewkę. - Tu masz złoto, kup sobie coś do jedzenia w środku ja poszukam paszy dla koni, jak wrócę wynajmiemy pokój na noc a jutro ruszamy w dalszą drogę. A i jeśli w środku będzie jakaś rozróba to użyj miecza dopiero wtedy gdy ktoś będzie chciał go użyć na tobie. Nieznajomy ruszył dalej w miasto, Bloodwyn wszedł do karczmy. Tutaj panował jeszcze większy gwar niż na zewnątrz, widział jak ludzie jedzą, śmieją się i rozlewają piwo. Kiedy wszedł wiele ludzi spojrzało na niego, pewnie przez jego przypaloną połowę twarzy. Miał trochę złota więc mógł kupić sobie co tylko chciał.
|
| Blackvampire - 2013-05-08 15:05:21 |
Skinął głową wchodząc do przybytku. Gwar za bardzo mu nie przszkadzał, nie miał kaca więc cisza nie była mu potrzebna. Widząc rozlewający się trunek przełknął ślinę i podszedł do baru. Zamówił sobie kufel piwa i jakieś jadło, a potem usiadł z boku, bardziej dlatego, że środek karczmy był zajęty niż z obawy przed rozrubą. W końcu od przemocy to on nie stronił i chętnie obiłby parę mord. Lecz wizja zarobku coraz śmielej rysując się w jego głowie skutecznie wzmacniała jego wątlą cierpliwość. Czekał więc spokojnie jedzac i pijąc na swojego towarzysza podróży.
|
| Narrator - 2013-05-08 19:20:30 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Crossroads Inn, Karczma "Czarny Kamień"
Kiedy posilił się zauważył wchodzącego swojego towarzysza, dźwigał spory worek na plecach. Zauważył Bloodwyna i gestem pokazał mu żeby podszedł do karczmarza, sam też ruszył do niego. Podeszli do niego, zakapturzony zdjął worek z pleców i postawił go obok nogi. - Karczmarzu, chciecliśmy wwynajać pokój z dwoma łóżkami. - Hę?Będzie jedna gwiazda. Towarzysz Bloodwyna wyciągnął osiem miedziaków i wręczył karczmarzowi który podał mu klucz. Wskazał schody po lewej, weszli oboje na piętro i weszli do pokoju na końcu korytarza po prawej stronie. Stały w nim dwa nieco zniszczone łóżka. Zakapturzony postawił worek w jednym z kątów. - Ugh, to pasza dla koni, wystarczy do Harrenhal. Tam dostaniemy większe zapasy. A teraz chodź, kwestie łóżek rozwiążemy potem. Zeszli do głównej sali i usłyszeli krzyk. - Patrzcie, idzie zamaskowana ciota i jej spalona morda! Nieznajomy nieznacznie się poruszył i jakby spiął. Zza tłumu wyszedł mężczyzna z ogromnymi wąsami i skórzanym kaftanem. - Ha! Zapomnieli nawet jezyka!
|
| Blackvampire - 2013-05-08 20:29:28 |
Najwyraźniej modlitwy Bloodwyna zostały wysłuchane po raz kolejny. Własnie jakiś podchmielony idiota próbował rzucić swoje zęby, a może i nawet życie, na szalę. Kątem oka wojownik dostrzegł jak jego towarzysz lekko się spiął. Wzrok zielonych, błyskających nutą szaleństwa oczu spoczął na wąsatym mężczyźnie. "Rzeźnik" patrzył prosto w jego oczy nie mrugając nawet na moment kiedy zaczął wypowiadać następujące słowa -Radzę ci wrócić do spokojnego picia piwa...chyba, że chcesz za chwile zbierać wszystkie zęby z podłogi. Czy może chcesz w ten sposób stać się najlepszą tutejszą kurwą o gładkim ssaniu? Chętnie spełnie te marzenie, ale wcześniej jeszcze utne te wąsiska i wytre nimi sobie moje spocone jaja, żeby twoja matka nie narzekała następnym razem kiedy będzie je lizać.- odpowiedział uśmiechając się złowieszczo i cały czas wiercąc spojrzeniem oczy nieznajomego.
|
| Narrator - 2013-05-08 22:28:58 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Crossroads Inn, Karczma "Czarny Kamień"
Wąsacz lekko zbladł i cofnął się ocierając czoło. Jednak po tłumie rozszedł się pomruk i kilku rosłych wyszło naprzeciw Bloodwynowi i jego towarzyszowi uderzając pięściami w otwarte dłonie. Nieznajomy widząc zbliżających się opryszków momentalnie wykonał szybkie dwa kroki i potężnym prawym sierpowym ciosem uderzył najbliższego. Widząc to reszta rzuciła się na niego i Bloodwyna.
|
| Blackvampire - 2013-05-09 00:47:38 |
A więc nadszedł czas na zabawę. Z furią szaleństwa w oczach rzucił się na najbliższego przeciwnika próbując wyłączyć go z walki silnym ciosem w skroń. Następnie miał zamiar zająć się pozostałymi. Nie unikał zbytnio ciosów, nie było na to czasu.
|
| Narrator - 2013-05-09 22:40:41 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Crossroads Inn, Karczma "Czarny Kamień"
Bloodwyn oberwał w plecy potężnym kopnięciem które pchnęło go na najbliższego przeciwnika. Brodacz na którego się zwalił nawet nie wiedział co się stało i tylko odepchnął "Rzeźnika" który kiedy już odzyskał równowagę przyłożył mu potężnym ciosem w twarz łamiąc nos i wybijając parę zębów. Kątem oka zauważył że jego towarzysz bardzo dobrze sobie radził, w takim tłoku udawało mu się unikać, blokować ciosy i mocno oddawać, widać Nieznajomy miał jeszcze sporo sekretów. W tym momencie na Bloodwyna rzucił się kolejny uczestnik bójki uderzając go w brzuch.
|
| Blackvampire - 2013-05-09 23:22:32 |
Kiedy otrzymał parę ciosów wezbrał w nim gniew, postanowił więc wyładować go na nieszczesniku, który uderzył go w brzuch. Jeśli pod ręką było krzesło lub stół, wziął je i miał zamiar przywalić w napastnika. Jeśli nie po prostu rzucił się do przodu kopiąc i bijąc pięściami.
|
| Narrator - 2013-05-11 15:46:29 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Crossroads Inn, Karczma "Czarny Kamień""
Bloodwyn uderzył tak potężnie ze wyłamał mu szczękę ze stawu, przeciwnik osunął się na deski z wiszącą swobodnie żuchwą. Widział że jego towarzysz walczy z ostatnim pijączyną, kopnął go mocno w plecy a Nieznajomy uderzył go raz prostym ciosem rzucając go na deski. Naciągnął kaptur zasłaniając widoczny kawałek brązowych krótkich włosów. Wskazał mu wyjście.
Wyszli z karczmy odprowadzeni spojrzeniami w większości przestraszonymi. - Wrócimy tu wieczorem, niech uspokoją się w środku, teraz masz czas wolny. Rób co chcesz a ja muszę się rozejrzeć.
|
| Blackvampire - 2013-05-15 01:36:58 |
Chrząknął i splunął soczystym glutem na najbliższego z pokonanych przeciwników. -Następnym razem stracicie coś więcej niż zęby...- warknął do nich po czym wyszedł za swoim pracodawcą z budynku. -Rób co chcesz? Nie wiem czy chciałbyś abym to robił.- wyszczerzył się szeroko po czym dodał -Dobra, postaram się zająć czymś mniej szkodliwym.- zaśmiał się tak na prawdę samemu nie wierząc we własne słowa i ruszył gdzieś w miasto oglądając cuda cywilizacji.
|
| Narrator - 2013-05-15 20:51:04 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Crossroads Inn
Bloodwyn zwiedzając miasto widział wiele rzeczy o których nie miał pojęcia. Widział kowala, nie wiedział jak się wykonuje żelazne przedmioty. Handlarzy skórami, rybaków, rzeźników. Po wiosce biegało mnóstwo dzieci, kobiety nosiły ubrania w kierunku rzeki za miastem. Widział pola pełne chłopów. To wszystko było dla niego nowością, Spalonego który wychował się na grabieżach i w górach. Zostało mu jeszcze trochę monet, może kupi sobie coś? Nowe rękawice, buty? Miał duży wybór wśród tych wszystkich kupców.
|
| Blackvampire - 2013-05-21 15:58:59 |
Umiał liczyć jako tako, nauczył się z musu, ażeby co bardziej cwani współplemieńcy nie próbowali go oszukać podczas dzielenia się łupami. Dlatego też przeliczył spokojnie wszystkie pozostałe monety i zaczął rozglądać się za jakimś wygodnym obuwiem albo czymś co zapewni mu dodatkową ochronę ciała. Prosta skórznia była by jak najbardziej na miejscu, ale nie był pewien czy starczy mu monet. Pewnikiem tutejsi straganiarze będą chcieli zbić na nim kasę.
|
| Narrator - 2013-05-26 17:42:07 |
Bloodwyn "Rzeźnik" Crossroads Inn
Podszedł do straganu w którym gruby człowiek handlował wyrobami skórzanymi. Postanowił sprawic sobie nowe buty z wysokimi cholewami i stalowymi klamrami. Wziął te pasujące na niego. - Hę? 2 smoki za to
|
| Blackvampire - 2013-05-28 00:03:49 |
Wydzielił odpowiednią kwotę i niechętnie wręczył ją kramarzowi. No, ale cóż, chyba mógł sobie pozwolić na odrobinę luksusu, a miał przeczucie, że to nie koniec i zapłaty z czasem będą sowitsze. Nabywszy buciory natychmiast nałozył je na nogi, a swoje stare, znoszone obuwie upchał gdzieś do tobołka. Mogą się jeszcze kiedyś przydać. Przeszedł się trochę po ulicy bez bez większego celu, wypróbowując swój nowy nabytek. Musiał przyznać, że nawet nie śnił, iż buty mogą być takie wygodne. To wywołało lekki uśmiech na jego paskudnej mordzie. Teraz wystarczyło poczekać do wieczora i wrócić do karczmy.
|
| Narrator - 2013-05-30 20:30:39 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Crossroads Inn
Buty były rzeczywiście bardzo wygodne. Szwendał się po wiosce do wieczora. Wrócił do karczmy która była znacznie bardziej zatłoczona niż wcześniej, udało mu się przecisnąć do schodów i ruszył do pokoju. Nieznajomy już na niego tam czekał. - Jesteś, świetnie, jutro ruszamy do Harrenhal. Zrobimy co mamy i do King's Landing tam czeka na ciebie prawdziwa robota. Zjedz coś, idziemy spać i ruszamy skoro świt.
|
| Blackvampire - 2013-05-30 22:00:36 |
Nie mając nic lepszego do roboty napełnił żołądek jadłem i piwskiem, a potem po prostu udał się spać. Nigdy nie miał problemów ze snem choć sen miał raczej lekki. Spał, jak to mówią, z jednym okiem otwartym przez co trudno go było zaskoczyć w czasie odpoczynku. Jedna z wielu rzeczy, których wyuczył się żyjąc jako barbarzyńca. Rano miał zamiar przepłukać gardziel piwskiem, zjeść cokolwiek i ruszyć dalej wraz z swym kompanem.
|
| Narrator - 2013-06-01 23:05:36 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Harrenhal
Theme

Wstali wcześnie, szybko coś zjedli, Bloodwyn wziął worek z pasza i wyszli. Znaleźli swoje konie, wsiedli na nie i wyjechali. Rzeźnik o malo co nie zlecial ze swojego, ale utrzymal sie w siodle. Jechali i jechali, o zmroku dotarli do zamku Darry gdzie w przyzamkowj gospodzie zjedli kolację i przespali się. Następnego dnia znów byli rano w siodle. Po dwóch dniach dotarli do swojego celu. Ogromne zamczysko - Harrenhal. Wjechali na dziedziniec, mnóstwo ludzi, widział jak niektóre wieże mają na sobie sadzę i wyglądają jakby były trzymane w piecu albo ognisku.
|
| Blackvampire - 2013-06-02 00:03:31 |
Przeklinał szpetnie kiedy niemal spadł ze zwierzęcia. Na całe szczęście udało mu się utrzymać równowagę i dalsza jazda nie sprawiała problemów. I dzięki bogom, bo wystarczyły mu obolałe uda, nie potrzebował do tego jeszcze bólu pleców czy obitej ręki po upadku. Kiedy wjechali na dziedziniec zamku Bloodwyn wodził ciekawskim spojrzeniem po murach i znajdujących się w ich uścisku budowlach. Nigdy nie widział twierdzy od środka, zawsze z daleka bowiem jego klan obserwował takie konstrukcje. Nie było potrzeby ryzykować ataku na coś takiego, znacznie bardziej opłacało się im łupić karawany, które chcąc nie chcąc musiały w końcu puścić bezpieczne schronienie kamiennych murów.
Nie ukrywał, że to miejsce zrobiło na nim wrażenie, był prostym człowiekiem z gór, ale nie głupim. Jeśli przeżyje tą wyprawę ruszy dalej zwiedzać świat. A kiedyś bogatszy w doświadczenia, silniejszy, wróci do swojego klanu i poprowadzi go ku zwycięstwu.
|
| Narrator - 2013-06-03 13:25:58 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Harrenhal
Przejechali kawałek, widział zniszczony szyld karczmy ze nie sposób było zobaczyć co na nim jest, obok niej była stajnia. Zostawili tam konie. - Poczekaj w karczmie, wrócę wieczorem kiedy znajdę to co mam. Masz trochę złota, najedz się żebyś miał silę machać tym mieczem. Bloodwyn usłuchał i wszedł do środka. Wnętrze nie różniło się od tej z Crossroads Inn. Zjadł ogromny kawał mięsiwa i popił piwem. Z braku zajęcia zajął się ostrzeniem miecza aż do powrotu Nieznajomego. Mijał czas, robiło się coraz bardziej tłoczno, nawet nie zauważył kiedy znalazła się obok niego znajoma zakapturzona postać. - Chodź, znalazłem budynek, miecz będzie potrzebny. Wstał i ruszył razem z nim. Po ulicach zamku krążyły tylko ciemne typy i czasami żebracy. Zaprowadził go pod jedną z wież, a było ich wiele choć ta była niska i nie najważniejsza. - Wejdziemy tam i zabijemy wszystko co napotkamy, dlaczego, po co nie będę tłumaczył bo nawet cie to nie interesuje a zatem do dzieła. Podszedł do drzwi i tak po prostu je pchnął, chwile później usłyszał głuchy odgłos upadającego ciała i rękę nakazującą mu wejść. Wnętrze było duże, widział dwa trupy ze sztyletami w gardłach, Nieznajomy zamknął drzwi.
|
| Blackvampire - 2013-06-03 22:42:14 |
Kiedy się nażarł i ugasił pragnienie zaczął ostrzyć swoją śmiercionośną zabawkę ze stali. Nawet nie spostrzegł się kiedy nad nim stanęła znajoma zakapturzona postać. Po jego słowach Bloodwyn uśmiechnął się paskudnie, w końcu zacznie się coś dziać, w końcu będzie mógł rzucić się w wir walki i zapomnieć o wszystkim innym. A przynajmniej taką miał nadzieję, na całe szczęście jego towarzysz utwierdził go w tym przekonaniu, gdy stanęli przed niską wieżą.
Gdy wszedł do środka i zobaczył trupy jego wrodzona podejrzliwość zasugerowała, iż to może być pułapka. Stanął bokiem do zakapturzonego chcąc mieć go na oku, nadal mu nie ufał i wolałby uniknąć sztyletu w plecach. Następnie barbarzyńca ostrożnie się rozejrzał ściągając miecz z ramienia i chwytając go oburącz.
|
| Narrator - 2013-06-04 17:15:50 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Harrenhal
Pomieszczenie było bogato urządzone, może to tymczasowe schronienie jakiś bogaczy? Jeśli tak to oznaczało możliwość zagrabienia kosztowności. Widział dywany ale nie wiedział czym to jest, przypominało mu to skórę, tylko że bardziej miękką. Podobne rzeczy wisiały na ścianach, głównie w czerwonych barwach. Widział skręcone w górę. Nieznajomy podszedł do niego i odezwał się cicho. - Idziemy na górę, są trzy pokoje, w każdym po dwie-trzy osoby...każda ma zginąć tylko tak by nie obudzić innych. Nie możemy podnieść alarmu. Nie czekał na jego odpowiedź i ruszył w górę wieży. Dotarli do rozwidlenia, wskazał mu by wszedł do pomieszczenia przez drzwi, a sam wejdzie do drugiego. Postąpił jak mu kazano. Znalazł się w jeszcze bogatszym pokoju. Złote i srebrne talerze, kielichy, sakwa ze złotem, lichtarze i znów dziwne skóry. Widział łóżko gdzie spały dwie osoby, chyba kobieta i mężczyzna. Oboje mieli platynowe włosy, Bloodwyn zatkał swoją dłonią usta mężczyzny i podciął mu gardło kawałkiem ostrza znajdującego się tuż przy jelcu. Kobieta nie obudziła się, dziwiło to Rzeźnika bo jego pierwsza ofiara przez chwilę się szarpała, spojrzał za siebie i zobaczył dwie puste butelki wina, widać musieli się upić. Zacisnął dłoń na ustach kobiety. Obudziła się, potrząsnęła platynowymi włosami i otworzyła szeroko fioletowe oczy. Bloodwynowi wydała się dziwna taka uroda i poderżnął jej gardło podobnie jak mężczyźnie choć w jej przypadku wymachiwanie wielkim mieczem nie było zbyt poręczne. Zabrał ze stołu sakwę i stanął za drzwiami czekając na "partnera"
|
| Blackvampire - 2013-06-10 00:19:49 |
Nienawidził zabijać kobiet. Uznawał to po prost za marnotrawstwo. Niestety jego obecna robota wymagała takich drastycznych działań, a przynajmniej tak twierdził zakapturzony najemca. Nie do końca mu ufał i po całej tej krwawej łaźni miał zamiar zamienić z nim parę słów. Rozumiał jeszcze jakby przyszło mu zabić uzbrojoną klanową wojowniczkę, ale słabe Południowe kobiety nigdy nie zostawały wojowniczkami, a ich miejscem było łoże bądź kuchnia. W tym wypadku było podobnie choć jego umysł podpowiadał mu, że kobieta, której właśnie poderżnął gardło nie była zwykłą dziewką jakich tutaj wiele. Już sama jej niespotykana uroda i dziwny kolor włosów wprost wykrzykiwał ten fakt w twarz Bloodwyna. Kiedy dziewczyna przestała się szamotać, a ostatnie płomienie życia gasły w oczach Rzeźnik złożył na jej ustach pożegnalny pocałunek głaszcząc czule po głowie. Resztki jej świadomości zapewne to odnotowały, ale barbarzyńca nie przejmował się jak odbierze to owa niewiasta. Przynajmniej umarła u boku mężczyzny, który w całkiem innej sytuacji i warunkach zapewne zaryzykowałby dla niej własne życie by ją uchronić od krzywdy. Niestety żyli w brutalnych czasach.
Zniesmaczony wrócił na korytarz, z którego miał kontynuować bezsensowną, wedle niego, rzeź bezbronnych.
|
| Narrator - 2013-06-10 15:58:41 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Harrenhal
Nieznajomy czekał tam na niego, powiedział że poczeka na dole bo została tylko jedna komnata powyżej a z tym Bloodwyn powinien sam dać sobie radę. Chcąc nie chcąc ruszył po schodach w górę. Pchnął drzwi i znalazł się w o wiele większej komnacie niż poprzednia ale była tak samo urządzona. Widział duże łóżko i kołyskę obok niego. Podszedł bliżej. W łożu spała kobieta, młoda nieco starsza niż tą którą zabił, miała ten sam kolor włosów. W kołysce spało dziecko, dziewczynka, miała matczyne włosy z pewnością nie miała więcej niż roczek. Bloodwyn nienawidził zabijać kobiet, z jedną się przemógł ale czy tym razem też to zrobi, czy może je zostawi i skłamie że nie żyją?
|
| Blackvampire - 2013-06-13 23:12:24 |
Tego już było za wiele. Nie wyruszył w tą krajoznawcza wycieczkę po to żeby zabijać bezbronne kobiety, a tym bardziej dzieci. Wycofał się jak najciszej potrafił z pokoju i zaczął szukać zakapturzonego. Nie ukrywał wściekłości, kiedy go znalazł odezwał się gniewnie -Sam sobie zarzynaj dziewki i ich dzieciaki. Może i zwą mnie Rzeźnikiem, nie ukrywam tego, jestem mordercą, ale zabijać we śnie rodzin nie będę. Jeśliś tylko po to mnie tutaj przytargał, to lepiej tu się rozstańmy zanim przeleję nie tylko krew owieczek.- splunął mu pod nogi w geście pogardy -To poniżej wojownika.- Broń trzymał w pogotowiu jakby trzeba było skrócić skurwysyna o głowę.
|
| Narrator - 2013-06-14 18:36:47 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Harrenhal
Nieznajomy parsknął na czyn i słowa Bloodwyna. - Droga wolna, wiesz gdzie są konie, wracaj albo jedź dalej. Wyminął go i ruszył na górę po schodach zostawiając Rzeźnika samego by podjął decyzję.
|
| Blackvampire - 2013-06-19 16:45:38 |
Chrząknął i splunął zieloną flegmą gdzieś w bok na podłogę. Obrócił się powoli za zakapturzonym i poprawiając chwyt na mieczu ruszył do góry. W głowie barbarzyńcy toczyła się z początku batalia, czy po prostu nie zabrać konia i nie pojechać w siną dal mając to wszystko co się tutaj dzieje głęboko w dupie. Jeśli Południowcy chcą zabijać własne kobiety i dzieci we śnie to niech tak czynią. Ale coś nie pozwoliło mu opuścić tego miejsca, zostawić bezbronną matkę z dzieckiem na pastwę jakiegoś zamaskowanego tchórza. Duma wojownika, tak poczuł ukłucie dumy. A teraz z tego powodu poleje się krew, lecz tym razem nie będzie to krew bezbronnych. Bloodwym uśmiechnął się upiornie ruszając do ataku na swojego niedawnego pracodawcę.
|
| Narrator - 2013-06-20 18:48:22 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Harrenhal
Theme
Nieznajomy odwrócil się, widać spodziewał się ataku ale nie zrobił tego wystarczajaco szybko. Udało mu się trochę sparowac cios ogromnego miecza ale otrzymal ranę w lewą rękę z której okropnie lała się krew. Przeciwnik Bloodwyna stał na schodach, miał przewagę ataku z góry. Wykorzystał to, zaatakował Rzeźnika który nie był w stanie obronić się. Miecz chlasnął go po ramieniu i poszedł dalej raniąc pierś płytką raną*
*-1 HP ; 7/8
|
| Blackvampire - 2013-06-22 01:54:14 |
Nieznajomy uderzał jak baba, ale czego więcej się spodziewać po wątłym Południowcu. Całkowicie ignorując ranę zaatakował ponownie tnąc po przekątnej aby przeciwnikowi trudniej było uniknąć ciosu. Jeśli to nie poskutkuje następnym atakiem miało być pchnięcie, które zmusi Zakapturzonego do uniku, a wtedy albo stanie w potrzasku między ostrzem a ścianą, albo będzie musiał wycofać się wyżej, choć długość ostrza mu tego manewru nie ułatwi.
|
| Narrator - 2013-06-24 22:12:48 |
Bloodwyn "Rzeźnik"
Harrenhal
Nieznajomy uchylił się przed ciosem Bloodwyna ale stało się coś dziwnego, źle postawił lewą nogę przez co zwalił się prosto na na ogromny miecz który miał się w niego wbić. Wydał z siebie odgłos przypominający kwik i bulgot. Rzeźnik zrzucił go z ostrza, spadł mu kaptur teraz mógl zobaczyć jego twarz. Nie miał jednego oka i ucha, przez usta przechodziła paskudna rana. W tym samym momencie usłyszal zduszony okrzyk, na schodach stała kobieta którą mial zabić. Nie wiedziała co się dzieje i wpatrywała się przerażona ametystowymi oczami w Bloodwyna.
|
| Blackvampire - 2013-06-30 14:16:49 |
Solidnym kopniakiem posłał ciało swojego przeciwnika w kierunku podłogi wyswobadzając z mlaśnięciem ostrze. Następnie nie oglądając się długo na kobietę zbiegł w dół i okrywając naprędce zakrwawione ostrze w materiał swojego płaszcza. Jego następnym celem był koń, którego zostawili niedaleko. Musiał jak najszybciej opuścić to miejsce jeśli chciał przeżyć.
|